Piszę ten wpis głównie dlatego, żeby dać ulgę emocjom. Dziś Dzień Mamy, ja niestety ze swoją go już nie mogę spędzić, choć pamiętam jakby to było wczoraj, ten sam dzień rok temu, radość w Mamy oczach i zarówno łzy, gdy dostała fotoksiążkę od dzieci i przypuszczam, że łzy były spowodowane tym, że sama miała świadomość, że może to być ostatni wspólnie spędzany Dzień Mamy...
Nawet nie wiem jaki tytuł nadać temu wpisowi. Po prostu napiszę co myślę i czuję, podzielę się tym co uważam za ważne i tyle będzie mojego.
Nigdy za szczególnie o tym nie mówiłam publicznie ani nie pisałam. Zaledwie kilka wpisów, które naprawdę pomogły mi wtedy jakoś "przetrwać". Przypuszczam, że z biegiem wydarzeń jakie zafundowało mi życie nigdy nie będę w stanie się pogodzić. Ale niestety życie toczy się dalej i taki też poniekąd jego sens - aby stawiać czoła nieprzyjemnościom losu, którymi nas traktuje. Nie mogę powiedzieć, że choroba Mamy zbliżyła mnie z nią do siebie, bo bardziej się już nie dało. Od zawsze powtarzałam, że Mama jest moją najlepszą przyjaciółką. Ostatnio znalazłam jakąś swoją starą stronę, którą prowadziłam w podstawówce - mówiłam tak samo. Nigdy się z tym nie kryłam ani nie wstydziłam. Nie mówiłam "stara", chyba że w sposób żartobliwy i bezpośredni. Wiadomo, są momenty w życiu, kiedy człowiek się ze sobą kłóci - a z racji, że ja z Mamą miałyśmy podobny charakterek (z którym łatwo nie jest;)) to możecie się domyślać co się dzieje kiedy to się skumuluje.
Dzisiaj kiedy wszystko wspominam mam jedynie żal do samej siebie, że tak rzadko było stać mnie na "Przepraszam". Czasami odnoszę też wrażenie, że za mało się przytulałam czy po prostu mówiłam "Kocham Cię". Wiem, że nie powinno się tak tego wszystkiego kalkulować i rozpamiętywać, bo gdy wszystko jest dobrze i druga osoba jest obok nas to zazwyczaj inaczej się o tym wszystkim myśli.
Prawdę mówiąc ciężko jest opisać słowami to co przechodzi rodzina osoby, która choruje na raka. Masz w głowie tyle wspaniałych i dobrych wspomnień, wspólnie spędzonych chwil kiedy wszystko było dobrze. Kiedy miała Ona tyle siły w sobie, radości i uśmiechu i nagle krzyżuje Ci się to wszystko z chwilami zwątpienia, przepłakanymi z bólu nocami, dom który zamieniasz na łóżko szpitalne, zamiast wody dostajesz kroplówkę, zamiast wypicia lampki wina masz przetaczaną krew. Starasz się skupiać tylko na tym co było dobre, ale nie da się. To jest silniejsze od Ciebie. I mimo całego bólu, który spadł na Ciebie i Twoją rodzinę w dalszym ciągu przeważa uśmiech. Uśmiech na twarzy Mamy. Jednak z radością nikt ani nic nie jest w stanie wygrać. Ile dajesz od siebie, tyle do Ciebie wraca.
Ten post nie ma na celu tylko mojego prywatnego i własnego wspomnienia. Chciałabym Was zwyczajnie, po ludzku poprosić, żebyście doceniali. Doceniali osoby, które macie obok. Czy to jest tata, siostra, wujek czy nawet sąsiadka, z którą macie dobry kontakt. Życie bywa tak przewrotne o czym zdążyłam się przekonać na własnej skórze, że naprawdę jedyne co później Wam zostanie to wspomnienia (Polecam robić dużo zdjęć. Kiedyś się śmiano, że tyle ich robię ale to jednak najbardziej trwałe i wiecznie żywe wspomnienia.). Chce również Was poprosić, byście nie bali się mówić co czujecie, poświęcali się i potrafili zwyczajnie przeprosić. Niby proste rzeczy, ale one właśnie najwięcej odwagi nas kosztują.
A najbardziej - kochajcie, dbajcie i szanujcie swoich rodziców. Nie mówię bezpośrednio Mamy, bo nie każdy miał tak w życiu, że akurat Ona go wychowywała. Czasem to właśnie Tata jednocześnie stawał się naszą Mamą, bądź na odwrót. Warto pamiętać po prostu o ludziach, którzy nas wychowali i wpoili do głowy zasady oraz wykreowali na to jakimi jesteśmy ludźmi.
Bądź dobrym człowiekiem, traktuj ludzi tak jakbyś chciał, żeby Ciebie traktowano. Kiedyś to do Ciebie wróci.
W tym miesiącu minęło 10 miesięcy odkąd mojej Mamy ze mną już nie ma. Ciężko mi jest o tym tak naprawdę mówić i właściwie uciekam od tego tematu. Może dlatego zdecydowałam się to napisać, bo przynamniej łzy lecą na klawiaturę. Nie muszę chyba mówić jak bardzo mnie to zmieniło. Do dziś jest bardzo ciężko. Stałam się człowiekiem wydaje mi się, że mniej wyrozumiałym. Schowałam w sobie cały ból, którego nie umiałam wyrzucić nikomu i jeszcze przypuszczam, że długo nie będę mogła. Zamknęłam się na ludzi. A przede wszystkim - zamknęłam się na miłość. Stałam się człowiekiem zupełnie obojętnym na wszystko co mnie otacza. Miałam gdzieś czy będę sama czy będzie ktoś obok. Nawet jeśli był obok, szczerze mówiąc - mało mnie to obchodziło. To nie była Mama. Nie była to osoba, z którą na codzień żyłam i opowiadałam dosłownie o wszystkim. O najmniejszych pierdołach, które kompletnie nie miały znaczenia. Inni się wyłączali, Mama zawsze słuchała, odpowiedziała czy zaśmiała się, że przecież to co mówię jest po prostu głupie. Przychodziły do mnie najgorsze z możliwych momentów, gdzie obrażałam bezpodstawnie ludzi, których kocham. Rzucałam chłodne słowa, które gdybym ja usłyszała zapewne bym po prostu miała już gdzieś osobę, która mówi coś takiego.
Potrafiłam być niezwykle bezczelna i oschła. Stwarzać problemy tam gdzie ich nie było. Nie potrafię tego nazwać. Wydaje mi się, że jako osoba, która zawsze mówiła wprost o uczuciach i w jej życiu wydarzyło się coś co zwyczajnie mnie przerosło i te emocje zaczęły się we mnie skrywać, nie dawałam im "wyjść", to przychodziły właśnie momenty takich kumulacji, gdzie wybuchałam. I nikt mnie wtedy nie mógł zrozumieć, ponieważ ja sama nie byłam w stanie. Do pewnych wniosków trzeba dojść samemu, na podstawie własnych przeżyć i doświadczeń. Czasem zbyt bolesnych.Spędźcie ten dzień razem z osobą, której się on należy. Osobę, którą traktujecie jak własną Matkę. Dlaczego tak mówię? Tak jak wspominałam wcześniej - niektórzy traktują tak babcie czy nawet tatę. Po prostu - dbajcie o siebie i swoich bliskich i przede wszystkim się kochajcie. Żyjcie jakby jutra miało nie być. Nigdy nie wiadomo czy nastąpi.
Mądra kobietka z ciebie wyrosła. ściskamy cie mocno ;*
OdpowiedzUsuńDziękuje ❤️
UsuńPiękny wpis :* trzymaj się Ewelinka.. Wiem co czujesz.. Pani S.
OdpowiedzUsuńDziękuje ślicznie, buziaki! 💋
UsuńMądre słowa. Pełna podziwu jestem. Trzymaj się tam.
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuje 😊
UsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńInka mogłabyś zrobić post o tym jak być pewną siebie kobietą?Wstawić swoje zdjęcia z ostatniej sesji, świetnie wyszłaś na nich. Ja sama nie odważyłabym się na takie, bo jestem mało pewna siebie :(
OdpowiedzUsuńBardzo prosze :* Pozdrawiam
Nie są to zdjęcia raczej do publikacji. Może kiedyś... Narazie nie chcę, żeby były w internecie aż w takiej ilości - są za odważne :)
UsuńBuziaki!
Ból i tęsknota nigdy nie mija za osoba która była nam najbliższa.... Trzymaj się bo jej miłość zawsze będzie w Twoim sercu. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńBól i tęsknota nigdy nie mija. Nie jest łatwiej za rok czy 10 lat obchodzić święta czy ważne chwile bez osoby, która odeszła dużo za wcześnie... Niestety nie pomagają słowa że byłaby z Ciebie dumna... Zawsze będzie pragnienie za chociaż jeszcze jednym przytuleniem, uśmiechem, gestem... Została tylko tęsknota.... Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńIdealnie napisane... Pozdrawiam również.
Usuń